Ostatnio wena mnie opuściła i nie szyję, ale ... dla moich dziewczynek takie oto misie powstały. 2 duże i 2 małe, ale niestety jeden mały zaginął w akcji ;). Fotografie też po kilku dniach, jak już "szał" im minął ;) - więc misie lekko wymiętoszone, obślinione i co tam jeszcze ;)
Dodam jeszcze, że nosy i buźki namalowane flamastrami do tkanin i utrwalone żelazkiem. Na razie są i się trzymają (przetrzymały obślinienie małego misia do pasa ;)). Zobaczymy jak po praniu :)
Pozdrawiam serdecznie :)
fajne:) cos ten zaginiony miał krótki żywot ;)
OdpowiedzUsuńSłodkie misiaki :)
OdpowiedzUsuńCo do zaginionego - myślę, że dzieci po prostu nie chciały go oddać, więc przed Tobą schowały ;)
świetne misiaczki!!!
OdpowiedzUsuńCudne! A brak weny napadł i nas:)
OdpowiedzUsuńJakie śliczne i śmieszne misiaczki!
OdpowiedzUsuńAle śmieszne, bo rozkoszne!!!!!!!
Cudne!
Taki miś do ślinienia nadaje się znakomicie ;)
OdpowiedzUsuńWidziałam na blogu Ani ptaszki Twojego autorstwa :) Przecudne. Daj się namówić na tutorial. Please, please, plaease. Zdradź swoje ptaszkowe sekrety.
Wielkie dzięki za Wasze komentarze :*
OdpowiedzUsuńKamilko - nad tutorialem pomyślę, ale raczej jako ptaszkową kosmetyczką, bo to maleństwo na klucze szyło się strasznie trudno :).
Śliczne misiunie :) nie wiem jak to zrobiłam, że nie widziałam 3 ostatnich Twoich postów :( masakra
OdpowiedzUsuńA czy te misie były szyte ręcznie, czy na maszynie? Czym wypchane - watoliną? Są cudne.
OdpowiedzUsuńMisie są szyte na maszynie i wypchane wypełnieniem z poduszek "jaśków" ;).
OdpowiedzUsuńDziękuję za odwiedziny i komentarz :).