A tak to wyszło. Z przodu w miarę dobrze, niestety z tyłu kilka razy nie przyszyło mi lamówki i musiałam poprawić ręcznie ;)
A tu ćwiczenie cierpliwości z szycia ze lnu. Niestety widać efekty :(. To okładka na kalendarz taki zeszytowy, format chyba A5.
No i mam kilka nauczek na przyszłość. Przede wszystkim nie można robić hafcików na szwach (zapasy na szwy były zaprasowane w stronę motylków), bo niestety stopka się ześlizgiwała i teraz mam "tańczące motyle" ;). Nie podkleiłam lnu i się poprzesuwał.
No ale pierwsze koty za płoty, a następnym razem będzie lepiej :))
Za to mam fajny napis i ładne motylki, oraz oczywiście piękną tkaninkę.
To patrzcie i proszę o łagodny wymiar kary ;)
bardzo ładnie wyszły Ci te pracki , niedociągnięć , o których piszesz nie widać , a nauczyłaś się czegoś nowego. Gratulacje
OdpowiedzUsuńBajka
fajnie wyszło! Ja równiez niedociągnięc nie widzę, ale za ujrzałam przecudny ścieg w motylki... Cudeńko!!!
OdpowiedzUsuńno wiesz co??? cudności !!!
OdpowiedzUsuńŚwietny materiał i super efekt, a motylki są po prostu "dynamiczne" ;)
OdpowiedzUsuń"coś tam próbuje uszyć.."
OdpowiedzUsuńi nawet całkiem fajnie ci to wychodzi :):)
Pozdrawiam :)
Wiola, co u Ciebie gdzie zniknęłaś?
OdpowiedzUsuńA ja myślałam, że to ma tak być ;P (chodzi o motylki) jak dla mnie to, nie rzuca się w oczy :)
OdpowiedzUsuń